Otworzył szufladę i zobaczył masę niepotrzebnych śmieci. Rzeczy, które uzbierały się przez ostatnie pół roku. Co kilka miesięcy brał worek, segregował skarby, które zostawił na czarną godzinę i pozbywał się tych całkiem bezużytecznych. Takich, które straciły wartość. 

– Jak to jest, że ciągle coś się zbiera…? – pomyślał.

Chomikowali dziadkowie, wójkowie i ciotki. Jego rodzice mieli większy strych niż wiele rodzin cały dom, a tam dosłownie wszystko “co mogłoby się kiedyś przydać”. Takie były czasy – w kieszeni pieniądze, ale w sklepach pustki, i ludze odkładali, to co miało przypuszczalną wartość. Narzędzie, meble, części do pralki, roweru, śrubki, druty, kable i żarówki, i wszystko czego myszy czy szczury nie chciały zjeść, choć mogły pogryźć, dlatego po kątach była jeszcze trutka na gryzonie. 

***

Usiadł nad tym wszystkim, co mu zostało – żył w małym skromnym mieszkaniu. Wziął do ręki worek śrub, stare słuchawki, klawiaturę do komputera. Przez chwilę myślał, ile z tych rzeczy ma ochotę wyrzucić, co mógłby sprzedać albo oddać komuś za darmo. Klęczał na podłodze przed stertą rupieci i widział obraz wysypisk, na których lądują przedmioty, których nikt już nie chce.

Przez chwilę pomyślał o tym, jak łatwo ludzie kupują, kiedy mają pieniądze, a w sklepach wybór. I jak łatwo wyrzucją, kiedy rzeczy tracą dla nich znaczenie. Słuchawki do telefonu? Zajmują miejsce, a przecież można iść po nowe, jak będą potrzebne…

Jedynie sumienie nie pozwala. Co poł roku, kiedy otwierał szufladę, “śmieci” było coraz mniej. Tylko to, co niezbędne. Trzy lata temu wyrzucił cztery worki. Dwa lata temu dwa a dzisiaj nawet jednego nie uzbierał.

***

Pomyślał o tym, jak to wszystko ładnie aranżują w mediach. Reklamy, które mówią ludziom co mieć, by stać się kimś. O firmach, które sprzedają iluzje opakowane w przedmiot i o tym, że samochód daje status, telefon z ugryzionym owocem na obudowie uczucie, że człowiek należy do większej rodziny, a bez nowej kolekcji ubrań, że jest gorszy niż inni.

O tym, że mało kto chce czuć się sam, odtrącony, przegrany, czy na dole drabiny społecznej. 
I o tym, że kto nie może wypracować sukcesu, o którym marzy, kupuje iluzję, z którą łatwiej mu żyć.

***

Ilu z nas nie widzi tej sterty śmieci, którą ukrywają media na codzień. Milionów ton ścieków spuszczanych do rzek w biednych krajach Azji, które produkują na potęgę wszystko, co ma zaspokoić bogate konsumpcyjne potrzeby zachodu.
Dlaczego nikt nie puszcza w przerwie między reklamami filmów o tym, gdzie lądują rzeczy, których już nie potrzebujemy, a firmy, które namawiają nas do kupowania nowych ubrań nie przyznają się, że niesprzedane kolekcje niszczą, zamiast wysłać jako pomoc do najbiedniejszych krajów.

Straciliby zyski.

***

A gdyby chociaż te całe śmieci i odpady można było wysłać w kierunku słońca, żeby spłonęly, albo w głębię kosmosu, gdzie byłyby drobiną kurzu w odchłani pustki. One są jednak z nami i przybywa ich tak samo, jak ludzi na świecie. Aż w końcu zabraknie miejsca dla nas wszystkich.


Nie chodzi o to, żeby pozbyć się wszystkiego. Chodzi o to, żeby mieć jedynie to, co jest nam potrzebne. 

Minimalista

Do napisania zainstpirował mnie film dokumentalny Minimalism: A Documentary About The Important Things.

Zdjęcie @benchaccounting ze strony Unsplash